Patenty. Warto uczyć się ich na pamięć. To podstawowy zasób „słów” w języku muzycznym improwizujących instrumentalistów.

Dopiero ci najwięksi wypracowują własny język muzyczny, własne patenty.Uwaga: wielu z Was przecenia znaczenie patentów, myśląc, że to rozwiązanie na wszystkie problemy z improwizacją. Moja rada: lepiej nauczyć się jednego patentu we wszystkich tonacjach niż dwunastu patentów w C-dur. Dopiero swobodne poruszanie się po wszystkich tonacjach daje czas i dystans niezbędny do poprawnego wymyślania improwizowanych melodyjek.I jeszcze jedno: granie we wszystkich tonacjach jest uciążliwe tylko na początku drogi – po kilku dobrze nauczonych patentach – ich ćwiczenie we wszystkich tonacjach staje się coraz łatwiejsze. Po kilkunastu – jest naprawde obojętne, w której tonacji się gra. Cierpliwości.


Na koniec: wiele patentów zawiera mnóstwo opóźnień, alteracji, dźwięków przejściowych i spoza skal ( ). Żeby te wszystkie zjawiska zrozumieć – trzeba naprawdę dobrze poznać prawa rządzące harmonią. Dlatego, w moim pojęciu, patenty, chociaż często ładne, tak naprawdę odsuwają od poznania zasad prawidłowej improwizacji. Zwalniają z obowiązku melodyczno – harmonicznego myślenia. Bo skoro mówi się, że np na C7 (jako dominanta) nakłada się skalę c d e f g a bb – a w dobrze brzmiącym patencie występuje i fis i b (h) a nawet cis – to po co zasady? Tylko, że te dźwięki „spoza” skal tak naprawdę są dźwiękami innych skal, nieco bardziej złożonych. Na pewno rządzą się jakimiś prawami. Nie są przypadkowe. Ale dlaczego i kiedy nie są – to już wyższy stopień wtajemniczenia.

Następny, po dokładnym poznaniu podstawowych skal i zjawisk harmonicznych. Przykładem niech będą skale be bopowe, w których na akord dominantow nakłada sie małą ale i wielką septymę ( na G7 dźwięki f ale i fis). Tylko, że na słabych częściach taktu albo do uzyskania specjalnych efektów kolorystycznych bądź napięcia. Bez tej wiedzy będziesz grał na G7 dźwięk fis i cieszył się, bo tak było w patencie Parkera.